niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział Drugi cz.1.

Wszystkie oczy zostały zwrócone na mnie. Kłamałam. Boję się. Nienawiść do Kapitolu przerodził się w strach przed nim. Widzę swoją twarz na wielkim ekranie. Nie miałam zamiaru okazywać strachu, ale widzę go na sobie. Na moich trzęsących się dłoniach, uginających nogach, których czucie prawie straciłam. Są jak z waty. Moja twarz również okazuje emocje. Zbyt wiele emocji. Boję się. Boję się tego, że się rozpłaczę na oczach wszystkich. Boję się wyśmiania. Boję się odrzucenia. Boję się braku wsparcia. Boję się... Kapitolinka zachęca mnie do wejścia na scenę. Czy ją kompletnie pogięło?! Tak, kochana. Jasne, że pójdę na śmierć. Pójdę w twoje okropne łapy, pójdę w szpony Kapitolu. Ale nie mam wyboru. Jeśli sama nie pójdę to Strażnicy Pokoju zaciągną mnie siłą, a wtedy moje obawy i lęki się spełnią. Będą mnie wyśmiewać. Będą... Nie, nie, nie. Idę zdecydowanym krokiem na scenę. Patrzę na ekran. Dalej widnieje na nim moja postać. Widać zmianę. Nie wyglądam na rozmazaną czterolatkę, której zabrano lizaka. Wyglądam jak ja. Pewna siebie ja. Dam im wszystkim do zrozumienia moją jedną myśl, która ciągle krąży mi po głowie. Zemsta. Jestem na scenie. Zaraz wylosują drugiego trybuta. Nie obchodzi mnie kim on będzie. Ale... czy aby na pewno? Sztuczny głos opiekunki Czwórki wyczytał z karteczki: Andrew Berillo. Hmm... nie kojarzę go... Przecież to osiemnastolatek. Jak ja bym mogła go niby kojarzyć? Wchodzi na scenę nie oglądając się za siebie. Ale nie... ja go znam. Na pewno go znam. Nie wiem skąd... Andrew. 
Z przemyśleń wyrywa mnie głos Polly, która każe nam podać sobie dłonie na znak pojednania, czy czegoś tam. Jest silny. Brzydki też nie jest. Andrew... No tak, przecież dziewczyny ciągle o nim rozmawiają w szkole. Ale zaraz, zaraz. Czy ja się w nim przypadkiem nie zauroczyłam? Wpadłam. Nie, nie mogę! Przecież to właśnie on może mnie zabić. A to jest najgorsze. Zostać zabitym przez osobę, którą się kocha. Nic nie poradzę. On jest po prostu najprzystojniejszym facetem jakiegokolwiek widziałam. Nie! Muszę przestać o nim myśleć. Dwunastolatka z chłopakiem o sześć lat starszym? Hmm... dziwne. Postanawiam zastosować moje zlecenia i przestaję o nim myśleć. Strażnicy prowadzą nas- to jest mnie do osobnego pokoju i Berill'ego do innego- do pokoju pożegnań, gdzie bliscy mogą się z nami pożegnać, gdybyśmy-co jest nieco przygnębiające-nie wrócili do domu. Jestem ciekawa kto mnie odwiedzi. Po pięciu minutach czekania drzwi się otwierają. Widzę w nich May Burnner. Po co ona tu przylazła? Żeby mnie dobić? Tak, na sto procent. Jednak jakie jest moje zdziwienie, gdy z jej ust padają słowa:
-Powodzenia. I niech los zawsze Ci sprzyja.
Po wypowiedzeniu tego pocieszającego, a za razem dziwnego i krótkiego przemówienia wychodzi. To na prawdę było dziwne, nawet jak na nią. Gdyby się tak zastanowić, Kapitolińczycy mogliby coś takiego wymyślić. Ta to by się tam do nich nadawała.

                                              ***

Oto i krótki drugi rozdział, którego kontynuacja prawdopodobnie ukaże się jutro lub po jutrze (: Dziękuję wszystkim, którzy czytają moje wypociny i jeszcze raz proszę o komentarze, żebym miała jakąś tam motywację ^^
Jeszcze raz dziękuję wszystkim (:

1 komentarz:

  1. Hej :) Bardzo fajnie piszesz, czyta się lekko i błędów ortograficznych też nie widzę :) Mam nadzieję, że między Andrew a główną bohaterką coś wyniknie^^
    czekam niecierpliwie i zapraszam na swojego bloga również o Igrzyskach: http://gorzki-smak-szczescia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń