Następnie wchodzi Maria. Znam ją. Sprzedaje na ćwieku. Nie wiem co. Wiem tyle, że bardzo rzadko do niej chodzę, i że to matka Andrew'a. Co ona tu robi? Siada na kanapie na przeciwko mnie i próbuje zacząć rozmowę.
-Słuchaj... Ja wiem, że on chce to wygrać, ale musisz Go powstrzymać.
-Cze... - zaczęłam, ale Maria nawet nie pozwoliła mi dokończyć.
-Nie musisz wiedzieć.
Siedziałyśmy i milczałyśmy. Ciszę przerwała matka Andrew'a.
-Przepraszam. To było niekulturalne z mojej strony. Jeśli przyjdzie co do czego-nawet go zabij. To może wydaje ci się dziwne - Może? Ona chyba żartuje! Chce uśmiercić swoje jedyne dziecko! Chora baba. - ale...
I w tym momencie Strażnicy Pokoju przerwali naszą rozmowę wchodząc i oznajmiają, że nasz czas się skończył.
Już chyba nigdy nie dowiem się co miało nastąpić po tym jej "ale". Po dłuższym czasie oczekiwania nikt nie przychodzi, więc udajemy się-Ja, Andrew i Polly Pox- na peron, gdzie pociąg już na nas czekał. Weszliśmy do niego i od razu skierowaliśmy się w stronę wagonu restauracyjnego. Maszyna ruszyła. Usiedliśmy, a Pox zaczęła gadać. W sumie, to można było nazwać piskiem. Tak. Zaczęła piszczeć.
-Och, to na prawdę cudowne! - Cudowne co? Nasza śmierć? Tak, cudownie jest zginąć przez rozszarpanie, spalenie czy wbicie noża w plecy, wspaniale.- Igrzyska od strony areny, nie telewizora są podobno świetne! Oczywiście dla zwycięzców! - Trajkotała jak najęta. Niech chociaż pomyśli co powie, bo brzmiało to jak nie udane pocieszenie.
-Och! Ale przed możliwością zwycięstwa czekają was najrozmaitsze rozkosze! Wspaniałe jedzenie, masaże, własna pełna wspaniałych ubrań garderoba, prysznice z różnymi przyciskami! Och! Wy pewnie macie prysznice! Głupia ja! - Tak. Bardzo głupia. - Macie prysznice? Prawda, że macie? - Pytała piskliwym i podekscytowanym głosem, jakby to była NAJWAŻNIEJSZA odpowiedź świata.
-Nie. - Odezwałam się pierwsza.
-Co-nie? Jakie nie? - Spytała, jakby zapomniała, co przed chwilą mówiła.
-No... odpowiedziałam na pani pytanie. Zapomniała pani?
-Och, co? Nie. Przepraszam jestem podekscytowana. I nie mówcie do mnie pani. Jestem Polly.
I podała nam rękę. Andrew odezwał się pierwszy raz od wylosowania.
-Ja jestem Andrew, ale możesz mi mówić Drew. - Powiedział, jakby robił jej łaskę. Po za tym jego głos był bardzo męski. No nie! Leigh! Przestań o nim myśleć w taki sposób!
-A ty Młoda Damo? Jak się nazywasz? - Zapytała Kapitolinka.
-Leigh. Leigh Jonson.
-Och! Jak ślicznie!
Wydaje mi się, że nadużywa słowa "Och".
Kelnerzy jakby w kagańcach przynieśli nam posiłek. Zaczęłam jeść. Poczułam, że pociąg przyspieszył.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz